piątek, 18 lipca 2008

6. 07 . 2008 godz. 3:00

Jak w tytule, pobudka o 3 rano, bo trzeba zdarzyc na 6:20 na samolot. Rodzice zapobiegliwi chcieli byc wczesniej, ale . . . Wyjechalismy o 4:30 , tata w samochodzie stweirdzil, ze na 6:50 zdazymy bez problemu - musialam go z tego blogie spokoju wyprowadzic. hehe chyba mial stracha, ale jak wiadomo o 4 rano korkow nie ma :P

moja trasa

katowice 6:20 --> frankfurt 7:55
frankfurt 14:15 --> MEXICO CITY 18:40 (tamtego czasu)
dla nieswiadomych dodam ze leci sie 11 godzin :/


Na lotnisku we franfurcie udawalam lupa na lawce - trzeba bylo jakos odespac moje zaleglosci na calym dobytku - sprawdzilma sie w 100 %, nic mi nie zniknelo

Po wyspaniu sie, czulam sie jak wyciorany skowronek . . . ale jednak skowronek :D


Zaczelo sie orientowanie w terenie, zajelo mi to 2 godziny aaaaaaaa To lotnisko to moloch, gigantyczny moloch. Na tym lotnisku jesli sie ma watppliwosci to sie niekabinuje samemu tylko sie PYTA - nie starci sie na masy czasu na idiotyczne proby dotarcia do celu. Jak juz wiedzielam gdzie isc, to szlam tam . . . 20 minut.

I zobaczylam to:


nie mam jak kadrowac, wiec prosze nie marudzic, ze nie widac dokladnie :P

Znowy przysnelam na lawce, bo siedzialam tam godzine na wypadek gdyby mieli poleciec bezemnie.

Wpadki w trakcie lotu:
- otwieranie toalety WSKAZOWKA drzwi sie pcha a nie ciagnie za elementy wystajace
- nie je sie niczego innego oprocz makarony, bo w innych rzeczach warzywa sa niedogotowane

11 godzin lotu minelo "po chinsku", czyli jakotako. Tyle ile moglam to spalam i caly czas bylam nie wyspana.

Zaczeto rozdawac jakies papierki. Pierwsza mysl wciskaja jakies kupony, ankiety czy cokolwiek podobnego. A tu sie okazalo ze to dla urzednikow emigracyjnych hmmmm.... Taka mala spowiedz co sie wwozi: jedzenie, zwierzeta
(zastanawialam sie czy nie zobacza szkieletu mojego kota ukrytego w bagazu, jak wlazl i zasnal to mam przechlapane - a widzialam, ze wlazil . . . ale czy wylazl ¿? :P)


Papierki wypelnione, dolatujemy . . . i przespalam ladowanie hahaha i nei widzilam tego miasta z gory :( ciapa ze mnie i tyle

Pieczatke dostalam, nic sie nie pytali, wiec nie bylo tak zle :) No ale na bagaz czekalam chyba z pol godziny. Puszczlai po 5 walizek ehhhh. Zostala jeszcze jedna rzecz do przejscia - przeswietlanie na dowidzenie.

Podchodze do faceta a ten mi kaze naciskac guzik, zapala sie zielona lampka i wywalaja mnie w ramiona Franka, ktory juz zaczal watpic w to czy przylecialam, bo wyszlam po 2 godzinach (jak samolot zniknal mu z ekraniu przylotow to mial glupia mine - podobno). Co sie okazalo jak naciskasz i masz zilone to nei szperaja, jak czerwone to, masz pecha i przeszukuja.

Do jego mieszkania jechalismy z 2 godziny, a o mojej garderobie napisze nastpenym razem.

Brak komentarzy: